Bonus świąteczny

Zapraszam na mały bonus. Niewielkie preludium do części trzeciej

Świąt jak z obrazka.

stroik

Zaskoczenie poderwało Jaysona na miejscu. Nie zdołał zareagować, a wielkie ciało Mike’a już przygniatało go do łóżka. Sekundę później gorące usta miażdżące mu wargi wyssały całe powietrze z jego płuc. Nie zamierzał się opierać. Nie dałby rady nawet gdyby wielkie, gorące ciało nie przypierało go rozkosznie do jego własnego materaca. Samo pragnienie go powstrzymywało skutecznie. Desperacja przebijała z każdego pocałunku znaczącego jego usta, policzki i szyję. Mógł tylko odpowiadać najlepiej jak potrafił, dotykiem i pieszczotami. Ciśnienie praktycznie dudniło mu w uszach, a cała krew pognała w dół jego ciała do szybko sztywniejącego penisa. Rozsunął uda i pozwolił się wsunąć między nie szerokim biodrom kochanka. Dwie warstwy materiału były czystą torturą dla ich twardych już niczym stal członków.

Z sapnięciem wygiął się w łuk gdy ostre zęby Michael’a zacisnęły się na jego obojczyku. Gorący język moment później pieszczący to miejsce wyrwał mu jęk rozkoszy. W głowie wirowało mu z podniecenia i zaskoczenia. Nie spodziewał się tego erotycznego ataku, ale też nie mógł wyobrazić sobie przyjemniejszej niespodzianki. Wplótł dłonie w blond włosy Mike’a i obsypał jego lekko szorstkie policzki deszczem pocałunków. Uległ jednak wkrótce własnemu pragnieniu i wessał się w opuchnięte usta mężczyzny. Kiedy płuca w końcu zaprotestowały z braku tlenu, niechętnie, z żalem oderwał się na moment, spoglądając uważnie w zamglone oczy przyjaciela.

– Mmmm… dzień zajebiście dobry tobie też skarbie – wymamrotał z uśmiechem, lekko całując zarumienione nagle policzki Mike’a. Mężczyzna po chwili wahania zamiast odpowiedzi znów go pocałował. I znów, i znów. Z niemniejszą desperacją niż poprzednio. Jayson płonął od środka. Pragnął aż do utraty tchu, ale w sercu czuł zakradający się powoli lodowaty strach. Coś musiało się stać. – Mmm… Mike… – wysapał między pocałunkami, starając się oderwać swoje myśli od błądzących po jego ciele rąk i śliskiego języka. – Wszystko w porządku? – zapytał zdając sobie natychmiast sprawę z tego, że nie mogło być w porządku. – Wybacz, że cała moja krew w tej chwili skumulowała się w moim kroczu… ale jeśli chcesz pogadać… – Pocałunki sypały się na każdy odsłonięty skrawek ich skóry nie ułatwiając mu wcale myślenia, starał się jednak być rozsądny. – …to…

– Nie! – Mężczyzna potrząsnął głową z desperacją, spoglądając mu w oczy przelotnie. Jego powieki były lekko zaczerwienione i serce Jay’a podskoczyło mu do gardła. Mike jednak nie dał mu czasu na pytania, wcisnął się całym ciałem w niego i objął z desperacją, wtulając twarz w jego szyję. Gorący oddech na skórze praktycznie parzył. – Nie chcę… – zawahał się, szepcząc w końcu. – Czy możemy nie rozmawiać o tym teraz?

– Cokolwiek zechcesz skarbie – Jay pogłaskał jego jedwabiste głosy, starając się brzmieć uspakajająco, choć czuł jak całe jego ciało spina się wewnętrznie.

– Czy możemy się kochać? – Mike odetchnął z ulgą, znów wolno liżąc wrażliwe miejsce za jego uchem. Dreszcz wstrząsnął nim, obsypując mu całą pierś gęsią skórką. Nawet jego sutki stwardniały w ułamku sekundy.

Och, definitywnie mogli się kochać… właściwie biorąc pod uwagę fakt jakie ciśnienie buzowało w jego jądrach, było wręcz koniecznością.

– Cokolwiek zechcesz skarbie – znów odpowiedział, dumny, że w ogóle może skonstruować jedno spójne zdanie. Zresztą to była prawda. Dałby i zrobiłby dla Mike’a w tym momencie wszystko. Jego ciało wolno tańczyło pod delikatnym atakiem rąk i ust Michaela. Obaj dyszeli.  Ubrania dręczyły ich rozgrzane, spocone ciała.

– Czy… czy… możesz… – Michael oparł czoło na jego patrząc mu w oczy głęboko. Głos mu zadrżał, praktycznie utknął w zaciśniętym gardle. Jayson czuł, że i jemu samemu zaciska się niewidzialna pięść na tchawicy. Zaczynało mu za bardzo zależeć na tym człowieku i zimny strach go oblatywał. Za późno jednak było na odwrót. Nie było co się oszukiwać. – Czy możesz sprawić, że…? – wyszeptał błagalnie, patrząc w oczy Jaysona z rozpaczą. – … że zapomnę? – wydukał w końcu, choć Jay wiedział, był wręcz śmiertelnie pewny, że miał na myśli coś innego.

Czy mógłbyś sprawić, że uwierzę, że to wszystko jest warte bólu…?

Problem był w tym, że sam czasem nie wiedział. Nie zamierzał jednak odbierać przyjacielowi nadziei.

– Do góry – powiedział, ciągnąc za koszule Michael’a. – Chcę się dobrać do twojego cudownego ciałka! – zażądał z błyskiem w oku.

Szamocząc się i całując, ciągnąc za ubrania, włosy, dotykając w każdy możliwy sposób wyłaniających się, odsłoniętych części ciała,  leżeli rozebrani do bokserek w kilka minut. Ich dłonie sunęły wolno po obnażonej, wystawionej na pieszczoty skórze. Lgnęli do siebie, kiedy całując mokre ślady na piersi i szyi Jaysona, Mike prześladował jego najwrażliwsze miejsca. Małe brązowe sutki stojąc w pełnej atencji, spragnione dotyku wciskały się w pierś kochanka. Iskry przyjemności sypały się po ich skórze. Michael jednak nie spieszył się dręcząc go i doprowadzając do obłędu. Ssał i lizał. Zębami znaczył ciało. Małe czerwone ślady zostawały wszędzie gdzie jego głodne usta dobierały się do niestawiającego oporu Jaya. On sam, jedyne co mógł to poddać się. Jęczeć i prosić o litość. Jego mózg odmawiał współpracy, jego ciało płonęło. Miał ochotę błagać o więcej…

Ale nie musiał. Mike doskonale wiedział jak grać na jego emocjach i potrzebach. Dłońmi ugniatał jego ramiona, biodra i pośladki. Badał ich sprężystość i twardość. Masował napięte z potrzeby węzły. Powtórnie wsuwając się między nagie teraz uda Jay’a pocierał ciemne włoski, znów osypując mu siało dreszczami rozkoszy.

Jay wypchnął biodra do góry, spragniony i napalony. Jego członek nadal uwięziony w przesączonej teraz bieliźnie praktycznie łkał z rozpaczy. Za najlżejszą pieszczotę czy dotyk oddałby wszystko w tym momencie. Usta Mike jednak dawały dość zajęcia jego skołatanej głowie, by nie mógł skutecznie wyrazić swoich potrzeb.

Mężczyzna jednak najwyraźniej czytał z jego ciała jak z otwartej księgi. Każde drżenie, każde wyrzucenie bioder i jęk spijał wargami, i pieszczotami. Wolno liżąc całą szerokością języka zsunął się wzdłuż jego szyi, naprężonej piersi i gorącej skóry drgającego brzucha. Bez pośpiechu mocząc małe kręte włoski w drodze między pępkiem, a wzwiedzionym penisem. Jay był gotów błagać.

Nie zdążył.

Mike szybkim, zdecydowanym ruchem zsunął mu bokserki wzdłuż nóg i znów wpasował się między uda. Jayson zachłysnął się na pierwszy kontakt rozpalonych, wilgotnych ust mężczyzny z czubkiem jego przekrwionego, śliskiego członka.

– Och! Oooch… tak… Mike! – Bez opanowania, jak nastolatek nie władający swoim ciałem, zaczął się wić pod odbierającą mu rozum pieszczotą. Płomienie lizały mu uda i jądra. Ciasne wejście drgało z potrzeby. Wyobraźnia zalewała obrazami tak kuszącymi i słodkimi, że miał ochotę szlochać z niecierpliwości.

– Mmmm… cudownie smakujesz – wymamrotał jakby zaskoczony Michael na sekundę odrywając usta od pulsującego czubka. Szybko jednak zainteresowały go kolejne przezroczyste krople zbierające się na wierzchu. Językiem obwiódł cały kapelusz, torturująco wolno i z głodem, po czym wbił czubek języka w małą szczelinę na szczycie.

Jay zawył z paraliżującej go przyjemności.

– Mike, Mike, Mike oooch… proszę! Och… tak… ach, proszę! – mamrotał sam nie wiedząc czego chciał. Ciepła, wielka dłoń szczelnie obejmująca mu jądra odebrała mu nawet tę odrobinę oddechu, jaka mu pozostała, aby błagać.

– Pracuję na czystym instynkcie – Michael wysapał z szerokim, zadowolonym uśmiechem, po tym jak z głośnym siorbnięciem oderwał usta od napiętej, pulsującej żyły oplatającej sinoczerwony penis Jaya. – Mam nadzieję, że mi dobrze idzie… – Radośnie i z entuzjazmem znów zaczął ssać tak wiele wezbranego ciała, jak tylko udało mu się wepchnąć w usta bez zadławienia. Głowa Jaysona prawie eksplodowała z rozkoszy.

– Tak, Boże! Tak… Wręcz za dobrze! Aaach… – Bez pardonu rozłożył uda tak szeroko jak to było możliwe i jak napalony bezwstydnik poruszał biodrami, aby wyżebrać kolejny dotyk i muśnięcie. Michael jednak potraktował to jak zaproszenie do eksploracji. Podany niczym główne danie na uczcie wyuzdanych był kąskiem nie do pogardzenia. Jego moszna, jądra, skurczone teraz z przyjemności i podniecenia, a także delikatna, aromatyczna dolina rozdzielająca jego pośladki, znalazła się pod gradem liźnięć i pocałunków. Ślina spływała po jego rozognionej skórze. Nerwy płonęły pocierane, wibrowały pobudzone. Kiedy jednak parzące wargi Mike’a przywarły do jego pomarszczonego wejścia ssąc i przygryzając, Jay zaczął obawiać się, że eksploduje nawet nie dotykając członka. Ekstaza oscylowała w nim całym, wstrząsając nim i odurzając.

Szybko wyciągnął z pod poduszki tubkę żelu nawilżającego i ciągnąc niezbyt delikatnie za włosy blondyna oderwał od siebie łakome, żarłoczne wargi, prawie łkając nad stratą.

 – Skarbie… mmm… pragnę cię. Błagam, już nie mogę czekać. – Wręczył lekko oszołomionemu kochankowi żel, patrząc na niego jak zahipnotyzowany, gdy ten oblizał czerwone, napuchnięte usta, jakby delektował się smakiem. Miał ochotę wciągnąć go na siebie i zacałować do utraty świadomości.

Michael nie był głupcem. Nie zamierzał się pytać czy był pewien. Szybko i zdecydowanie rozepchnął uda Jaya na boki barkami, i rozcierając zimną substancję w palcach, aby trochę się ogrzała, nadal całował napiętą skórę jego krocza. W końcu zniecierpliwiony, poganiany pożądaniem wsunął jeden palec do płonącego, ciasnego wnętrza Jaysona.

Obaj jęknęli.

Jay z powodu sensacji jakie wybuchły w jego wnętrzu, a Mike z powodu erotycznego obrazka, który miał tuż przed oczyma. Zafascynowany i podniecony po za granice możliwości, patrzył jak jego palec wolno, ale stanowczo niknie w wąskim wnętrzu, rzucającego się po poduszce kochanka. Obejmujące go uda drżały. Cisny okrąg mięśni zaciskał się i rozluźniał przy każdym posuwistym ruchu palca. Mike był głodny, wsunął więc kolejny śliski palec, powolnie nimi krążąc po aksamitnych ściankach. Jego penis pulsował w sympatii. Ociekał w jego bieliźnie i znaczył ślady na brzuchu. Jeszcze trochę i jego delikatna cierpliwość pęknie.

– Kochanie… jeszcze momencik… – Nie wiedział czy pytał o pozwolenie, czy zwyczajnie chciał zapewnić domagającego się uwagi kochanka. Z trudem oderwał oczy od tego co robił i klękając pochylił się nad spoconym, zasapanym Jay’em. Czując się jak nieporadny, wielki idiota pozbył się bokserek wciąż patrząc na swojego przyjaciela. Mężczyzna był zaczerwieniony, a jego oczy błyszczały niczym w gorączce. Wyciągnął rękę wskazując szufladkę i drżącym głosem wyszeptał po kilkukrotny oblizaniu spierzchniętych warg.

– Prezerwatywy…

– Mmm… cudownie kochanie. Uwielbiam cię.  – Mike uśmiechnął się z zadowoleniem. Szybko sunąc swoim ciałem o ciało Jaya wpełzł do góry i sięgnął do półeczki. Nowe, jeszcze nie otwarte pudełko leżało tuż przy brzegu, pytająco więc spojrzał na swojego kochanka, wyprawiającego cuda z jego nadwrażliwymi sutkami. Jay zarumieniony wzruszył ramionami.

– Optymizm…?

Śmiejąc się i całując Mike znów zabrał się do przygotowywania chętnego ciała, które na niego czekało. Delikatnie, ale stanowczo wrócił do pieszczenia najdelikatniejszego wnętrza w jakim kiedykolwiek się znalazł. Płonące i ciasne zapraszało go do swojego centrum. Wręcz wciągało ustępując pod pieszczotą dwóch, a następnie trzech palców. Żel lśnił wabiąco na rozciągniętym teraz kusząco okręgu obejmującym mu palce. Musiał znaleźć się wewnątrz zanim czubek jego głowy wystrzeli z pożądania i pragnienia.

– Mike do cholery! Jestem gotów! – Również Jay miał już dość czekania. Spalało go od środka. Buzowało w nim i miał wrażenie, że zaraz oszaleje. Nie był w stanie czekać. Nieporadnie bardziej przeszkadzając sobie nawzajem niż pomagając, udało im się w końcu nałożyć prezerwatywę na sztywny, boleśnie napięty członek Michael’a.

Ze skupieniem na twarzy i obawą wyraźnie malującą się w oczach przyłożył koniec do drgającego zapraszająco odbytu przyjaciela.

– Jesteś pewien? Nie chcę ci zrobić krzywdy…

Jay nie kłopotał się odpowiedzią. Przyciągnął go gwałtownie do siebie taranując sobie drogę językiem do wnętrza jego ust. Ich zęby kliknęły w natarczywej, gwałtownej pieszczocie. Jęk zmieszał się z westchnieniem gdy w chętnym ciele Jaya Mike zanurzał się wolno, ale zdeterminowanie.

Obaj byli jak porażeni. Błogość odbierała im dech i sprawiała, że serca starły się w walce między ich ocierającymi się o siebie piersiami. Każda komórka ciała śpiewała gdy połączyli się całkowicie. Mike nie poddał się dopóki jego jądra nie spoczywały na jądrach Jaya. Tylko, że to było nie dość. Zmuszało go jego własne ciało do poruszania się z coraz większą szybkością i gwałtownością. Wsparty na ramionach pracował biodrami zapierając się o materac. Nogi Jay oplotły jego żebra nakłaniając go do jeszcze większego wysiłku. Do zagłębiania w rozkosznie ciasnym, wręcz palącym gorączką wnętrzu. Jay pomagał odpowiadając na każde pchnięcie. Unosząc biodra wręcz narzucał szaleńcze tempo. Ale nie mogli inaczej. Musieli, inaczej rozpadli by się od środka. Za bardzo się pragnęli. Zbyt byli podnieceni by znieść dotyk ich ciał. Członek Michaela rozpychał przyjemnie wnętrze Jaya, wypełniał go i zniewalał. Naciskał wszystkie właściwe miejsca przy każdym długim, intensywnym pchnięciu. Zwłaszcza, że Mike zmieniał kąt swoich uderzeń aż nie natrafił na prostatę mężczyzny. To wystarczyło, aby wrzeszczał z rozkoszy i błagał.

– Mike! Aaach! Och, tak, tak Mike… mocniej. – Krótkie paznokcie wbiły się w plecy Mike’a pozostawiając podbiegnięte krwią półksiężyce.

Mike nie miał nic przeciwko, namiętna odpowiedź tylko go podniecała bardziej. Każde kolejne pchnięcie nakręcało spiralę, która i tak była już ciasno opleciona wokół jego jąder. Przyśpieszał więc, a Jay zachęcał go tylko jeszcze bardziej. Wił się i jęczał, całując zachłannie. Kwilił cichutko, przyciągając Mika jeszcze bardziej do siebie. Jego silne ramiona były zaciśnięte jak imadło, dłonie co chwila błądziły po mocnych szerokich plecach Mike’a. Badały pracujące pod cienką skórą pośladki. Ta nienasycona drapieżność jednak była jak afrodyzjak i wkrótce też poruszali się jak maszyny. Silne, mocne i spragnione.

– Mike, Mike, Mike… już… już! – wrzask Jaya poprzedził jego orgazm o milisekundy. Gorąca sperma opryskała ich spocone brzuchy, a konwulsje uwięziły członek Mike we wnętrzu. Naprężony i praktycznie zesztywniały zmiażdżył Mike’a spowalniając jego ruchy, ale jeszcze je pogłębiając w ciasnym niby pięść pasażu. Nie było wiele więcej potrzeba, aby i jego ciałem wstrząsnęło szczytowanie. Wbijając się prawie brutalnie do samego końca znieruchomiał więżąc pod sobą chętne ciało sapiącego i obcałowującego go Jaysona. Obaj rozpadli się na drobne kawałeczki. Świat odpłynął. Orgazm oszołomił ich i zaskoczył intensywnością. Dech utknął im gdzieś głęboko w piersi, a krew pędziła przez ciało w szaleńczym tempie. Odczucia targające ich ciałami były nieporównywalne do niczego co wcześniej przeżyli. Tak zabójcza przyjemność uzależniała, rozpuszczała opory i lasowała mózg zamieniając w trzęsące się galarety.

Spleceni, ledwie łapiąc oddech opadli na zmiętoszoną pościel Jaysona. Lgnęli do siebie, choć ich ciała zdawały się być nadwrażliwe na dotyk. Nie chcieli się rozdzielać, jakkolwiek ciało Jaya wkrótce zaczęło wypychać wiotczejący członek Mike’a. Nawet zsuwająca się prezerwatywa nie mogła ich rozdzielić czy zmusić do działania. Chcieli po prostu wchłonąć się nawzajem.

– To było najcudowniejsze doznanie w moim życiu… dziękuję… – Mike wyszeptał nieśmiało, patrząc w oczy Jaysona. W jego głosie przebijała się mieszanina zaskoczenia, niedowierzania i wdzięczności. Jay odpowiedział pocałunkiem. Łagodnym i komfortującym. Potrzebował chwili, aby zwalczyć nieracjonalne łzy palące go nagle pod powiekami.

– To ja ci dziękuję. Nie wyobrażałem sobie, że może być tak dobrze. – Postanowił ostatecznie postawić na szczerość. Jeśli mieli mieć szansę, musiał zaryzykować va bank. – Jesteś cudowny. Nie wiesz nawet jak się cieszę, że spadłeś mi wprost z nieba! Dziękuję.

Wyraźnie zrelaksowany Mike roześmiał się lekko znów wpijając się w jego usta. Nie mieli dość i raczej nie wyglądało na to, aby to się szybko zmieniło. Jay jednak nie miał zamiaru protestować. Nie był idiotą.

Wiele, wiele czasu minęło aż ostatecznie umyci i przyjemnie zmęczeni padli z powrotem na łóżko Jaysona opatulając się kołdrą.

– Czy teraz chcesz porozmawiać o tym co się stało? – zapytał cicho Jay przytulając do swojej piesi głowę ukochanego. Mike zesztywniał pod delikatną pieszczotą jego rąk i przez wiele minut milczał.

– Tak… – wymamrotał w końcu



Utwórz swoją wizytówkę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s