Szczęśliwie uzależniona…od czytania.

Tak, tak wiem, co każdy sobie myśli… nuda. Ale to mówią tylko ci, którzy nigdy nie oddali się tej zgubnej przyjemności… Nie ważne, co lubisz czytać. Ważne, że możesz. Już od lat nie tłumaczę ludziom; dlaczego…? Jeśli sami nie byli w stanie odkryć do tej pory intymnej bliskości z książkami to już nie sądzę, aby im cokolwiek pomogło. Nie, którzy po prostu są skazani na tą wielką stratę, jaką jest nieprzeżywanie tysięcy żyć, historii, przygód i miłości. Niektórzy po prostu lubią się ograniczać. Nie ja. Moja wyobraźnia biega samopas i to tak często jak tylko uda mi się ją spuścić ze smyczy. Telewizja? Ha, telewizja narzuca nam wizerunki, obrazy i opinie. Czytając mogę sama obsadzić role głównych bohaterów( Trochę szkoda, że mi za to nie płacą. Johnny Deep nawet nie wie, co w ostatnio czytanej przeze mnie książce, działo się z jego ciałem…). W każdym bądź razie, nikt o zdrowych zmysłach nie staje między mną a moją książką.                                                                                                                 

  Nie pojmują jak ludzie mogą nie lubić czytania? To na mnie zawsze patrzą jak na wariatkę. Nie raz spotkałam się z opinią, że nikt dobrowolnie nie tyka się czytania, jeśli sytuacja ich do tego nie zmusza (pistolet przystawiony do skroni da radę, albo dziecko mające za dłuuugą lekturę), a i nawet wtedy jest duże prawdopodobieństwo, że raczej zapłacą komuś niż sami się za to wezmą. W większości przypadków JUŻ mnie to śmieszy. Kiedyś tłumaczyłam, wyjaśniałam, nawet w chwilach niepoczytalności namawiałam, co poszczególnych delikwentów. Starałam się roztoczyć uroki czytania. Większość jednak miała na twarzach taki wyraz jakby nagle rozmowa odbywała się w innym języku. Cóż… ja ich nie rozumiem a oni mnie. Wygląda na to, że jesteśmy kwita. Choć właściwie nie. Spotkałam się z wieloma przypadkami, kiedy nawet siedząc sobie cichutko i spokojniutko, wkurzałam moim czytaniem ludzi. Jakbym, co najmniej czytała im na głos. A nie czytam. Co najwyżej czasem się śmieję. Troszkę. Nie często… No ok, ok! Czasem rechoczę przez dobrych parę minut. Ale to tylko dla tego, że te niektóre książki są takie zabawne. A tłumaczenie innym i tak jest bez sensu, to najczęściej chodzi o humor sytuacyjny. Nie zrozumieliby! I niestety muszę się przyznać, śmieję się z najdziwniejszych rzeczy.  Nie rzadko z nieszczęść i wpadek głównych bohaterów. Sytuacji, które niestety w realnym życiu nigdy by się nie zdarzyły. Niestety! Daje mi to wolną rękę do tego żeby śmiać się do upadłego. W końcu jestem tylko człowiekiem, czyż nie?  Niestety alternatywnie do śmiania, płaczę czytając ( w tym wypadku staram się to robić w większej prywatności, w końcu nie chcę, aby mój mąż faktycznie uznał, że to czytanie mi szkodzi… No i głupio mi … ). Nie daj Bożę mój ulubiony bohater umiera. Tragedia. Ryczę jak bóbr. I nie tylko to. Ja na fakcie się przejmuję. Trzy chusteczki później, kalorycznym pocieszycielu-zdecydowanie niezdrowym i długim wewnętrznym monologu uspokajam się. Myśląc tylko o tym, że lepiej, aby tam gdzieś na końcu był jakiś Happy End…Książki, które źle się kończą, wypad! Na świecie jest tyle zła, szaleństwa i krzywdy że oddając się mojej grzecz(sz)nej przyjemności mogę ją sobie darować. Czasem trafiam na opowiadania w Internecie, w których spotykam przemoc czy promowanie sadystycznych, obraźliwych zachowań i powiem wam, że mnie to strasznie wkurza. Ja w pełni pojmuję znaczenie „wolność słowa” no, ale już bez przesady. Złe traktowanie innych nigdy nie ma usprawiedliwienia a na dodatek podniecanie się tym? I nie mam na myśli BDSM. To całkiem niezwiązany z tym temat. Ja mam na myśli tych, którzy piszą z dręczeniu i uwłaczaniu ludziom, z przyjemnością. Ktoś powinien mieć szlaban na Internet… i relacje międzyludzkie.

W moim przypadku czytanie ma mnie przenieść do miejsca gdzie jestem szczęśliwa, szczęściem innych. Gdzie mogę przeżywać przygody niedostępne dla mnie w normalnym życiu i gdzie mogę mieć tyle „żyć” ile książek, które przeczytałam. Czytając jestem tymi postaciami. Uczestniczę w ich życiu… na chwilę nie jestem już „tylko” sobą… I nie płace góry pieniędzy za wycieczki…;)

No i nie wadzi ten ekstra gorący seks, piękne ciała i miłość… W postaci, jaka już nie często istnieje w naszym, realnym życiu.

Teraz miłość często jest traktowana jak jakieś wstydliwe, kłopotliwe uczucie. Zbędny balast. Kto ma na to czas… To przecież fanaberie… najczęściej kobiet. W moich książkach tylko „prawdziwy facet” mówi, Kocham cię i pozwala sobie odczuwać tą miłość naprawdę. Obawiam się jednak, że normalnym, zwyczajnym życiu w większości wypadków obawa zwycięża…

                                         

                                         

                                            Moje absolutnie uwielbione!!!

Akurat na ten konkretny temat mogłabym pisać i pisać. Spróbuję się jednak opanować. Wymienię tylko kilka z moich absolutnie uwielbionych pozycji. I to nawet nie według jakiejś hierarchii… obawiam się że na to jestem po prostu zbyt słabą kobietą. Ja po prostu wszystko lubię naj…Ujmę to więc tak: z absolutnie moich ulubionych jest :

Stormy Glenn – z absolutnie wszystkim co wydała. Niestety jej prace są dostępne tylko po angielsku. Jak z resztą wszyscy moi ulubieni autorzy. Stormy pisze o silnych, wspaniałych mężczyznach. Dumnych, dominujących i wladczych. Wymieniać by można i mozna. Krótko mówiąć w jej pracach jest gorący seks, piękni mężczyźni i historie które czyta się na wdechu.

Carol Lynn  Jest tuż przy jej boku, kolejną autorką wspaniałych romansów, gdzie prawdziwi mężczyźni nie obawiają się wziąć tego czego pragną. Nie przepraszają, nie usprawiedliwiają swojego postępowania i są absolutnie wspaniali. Idealni. Przede wszystkim dobrzy, honorowi i dumni z samych siebie. Historie Carol czytałam jednym tchem. Dobrowolnie człowiek nie jest w stanie przestać…

Stephani Hecht Jest kolejną z wspaniałych autorek. Nie wyobrażam sobie ciekawszych historii, lepiej napisanych i z większym biglem. Jak zwykle wspaniali mężczyźni w przedziwnych okolicznościach znajdują miłość. A to czasem więcej niż szukają! Człowiek nawet nie wie kiedy pochłania historię po historii.

Willa Okati , Josh Lanyon, Peper Espinoza, Hyacinth Scarlet, Amber Kell i wielu, wielu innych.

Ich książki zawierają wszystko to czego szukamy w życiu, czego pragniemy. Często z ukrycia. Nie rzadko przewijają się przez nie wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni czy nawet elfy. Wszystko zapakowane w pobudzające nasze zmysły erotyczne opisy. Budzące nasze ciała najdziksze fantazje. Żadnego owijania w bawełnę. Żadnych Vanilla scenek, gdzie nawet słowa opisujące seks są zawoalowane. I to wszystko jest napisane ze smakiem i gustem. Na najwyższym poziomie, jednocześnie nie zredukowane do tak zwanej „rąbanki”. Zwyczajnie rzeczy są nazywane po imieniu!

    

One thought on “Szczęśliwie uzależniona…od czytania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s