Po prostu nienawidzę…

                

Nienawidzę szufladek, etykietek czy podziałów. Większość ludzi zdaje się nie potrafić bez nich żyć! A ja nie rozumiem dlaczego jesteśmy tak skłonni przyklejać wszystkim nalepki? Boimy się przynależeć do przegranej grupy? A może chcemy zapewnić sobie miejsce przy boku tych, którzy są górą? Dlaczego zapominamy że szufladkując innych, zawsze znajdzie się ktoś, kto zaszufladkuje nas.

Jak dla mnie to bez sensu. Nic nie zmieni prawdy. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli, nigdy nie będziemy kimś, kim nie jesteśmy.

I udawanie na nic się nie zda.

  Dlatego ja, jak to ja, upieram się i będę się tego trzymała…

Bez względu na to kogo decydujemy się obdarzyć uczuciem, na czyj widok nasze kolana zamieniają się w galaretkę i komu byśmy chcieli ściągnąć majtki, nawet przez głowę, gdyby sytuacja tego wymagała… Nie zmieniamy postaci rzeczy.

Nadal jesteśmy ludźmi!!!

Smutne jest to, że w kilku wypadkach można by się upierać inaczej…

Gej, hetero, bi, trans… dla mnie równa się człowiek. Nadając im jednak nazwy, budujemy podziały, które wprowadzają rozróżnienie między ludźmi. Automatycznie podciągają nas pod jakąś kategorię. A jedyne kategorie jakie istnieją to kobieta i mężczyzna. 

Jesz, śpisz, oddychasz, kochasz, nienawidzisz, lubisz zimę, śpiewasz, nie umiesz tańczyć. 

To wszystko co powinno być istotne. Reszta to szukanie guza na siłę! Biorąc pod uwagę jak krótkie i kruche jest nasze życie… zastanawiam się czy nie powinniśmy bardziej skupić się na tym jak je przeżyjemy, niż czym lub kim nie jesteśmy?